MAŁGORZATA WARDA - SŁOWA MAJĄ MOC

ROZMOWA Z...

MÓJ SPOSÓB NA KOMUNIKACJĘ

 

WYWIAD Z AGNIESZKĄ SIKORSKĄ - CELEJEWSKĄ, AUTORKĄ POWIEŚCI "JEST SUPER!". 

 

 

 

Agnieszko, w informacjach o Tobie można przeczytać, że zaczynałaś jako wywiadowca oraz recenzentka Qlturki, współpracujesz również z czasopismami branżowymi „Guliwer” oraz „Biblioteka. Szkolne Centrum Informacji”. Powiedź, czy był jakiś jeden szczególny moment, kiedy podjęłaś decyzję o napisaniu powieści?

 Napisałam niejedną opowieść, kiedy chodziłam do podstawówki. Moje wchodzenie w dorosłość to próby żegnania się z marzeniem o byciu pisarką i przyzwyczajania się do funkcjonowania w „normalnych” warunkach. Skończyłam bibliotekoznawstwo, kurs biblioterapeutyczny i szkolenie dla trenerów Odysei Umysłów. Starałam się urządzić w pracy w sposób jak najbardziej twórczy, dający jak największe możliwości, jak najdalszy od stereotypu bibliotekarki leniwie przecierającej książki na półkach. Ale jednocześnie nie umiałam rozstać się z pisaniem. Pamiętam, że kiedy kończyłam liceum było mi strasznie żal, że nie będę już musiała pisać wypracowań. Uwielbiałam przesiadywanie nad kartką z zadanym tematem i tę chwilę, w której nagle zaczynałam wiedzieć, co napisać i to odkrycie, że dla mnie samej jest to zaskakujące. Tę chwilę, w której wydobywałam na zewnątrz i ubierałam w formę swoje przeżycia, obserwacje i poglądy. 

 

Pisałam więc cały czas, a to jakąś recenzję, a to jakiś artykuł. Wszystko zmieniło się, kiedy urodziłam dzieci. To był też czas ponownego rozkwitu książki dla dzieci w Polsce. Jak grzyby po deszczu powstawały ciekawe, ambitne wydawnictwa, pojawiło się czasopismo „Ryms” i portal „Qlturka”. Byłam w domu z dziećmi i chciałam uczestniczyć w tym co się działo. Mnóstwo czytałam, oglądałam, douczałam się, poznawałam wspaniałych, twórczych ludzi związanych z książką.

 

 I tak stopniowo zaczynałam rozumieć, że tak naprawdę zawsze chciałam pisać i to jest mój sposób na wyrażenie siebie i komunikowanie się ze światem. Nie miałam jednak zbyt wiele czasu, o czym wie każdy, kto wychowywał bliźnięta. Zaczęłam więc od tego, że kupiłam sobie mały notesik, który zabierałam ze sobą na plac zabaw i kiedy dzieci kopały w piaskownicy, ja zapisywałam w nim wszystko, co pojawiało się w mojej głowie. Po pewnym czasie było tego tyle, że mogłam usiąść i złożyć to wszystko w jedną powieść. Ten mały notes, który od tej pory wszędzie ze sobą zabierałam, to był taki drobiazg, który przesądził o tym, że mi się udało napisać pierwszą książkę.

 

Właśnie, i jak to się potoczyło? Każdy pisarz ma inne podejście do tekstu. Czy najpierw zrobiłaś sobie jakiś plan, drabinkę albo może miałaś już w głowie zarys całej powieści?

 Nie potrafiłabym pisać pod wcześniej zaplanowany konspekt. Notuję sobie luźno różne rzeczy, które mi przychodzą do głowy, pasują do konkretnej postaci i do zjawisk, które chce opisać, a potem składam to w jedną całość. Kiedy pisałam „Jest super!” wiedziałam już, że całej wiedzy o bohaterach i ich życiu nie dam rady zamknąć w jednej powieści. Ale już pisząc tę pierwszą powieść, wiedziałam, jakie będzie ostatnie zdanie trzeciej.

 

 Jak wyglądały rozmowy z Wydawcą? Czy już pierwszy, do którego wysłałaś maszynopis, przyjął powieść?

 Skrzat nie był jedynym wydawnictwem, do którego wysłałam powieść. Ale miał kilka bezcennych cech, które są chyba głównie zasługą pani Agnieszki Sabak z redakcji – błyskawiczna reakcja, wspaniały kontakt, konkretna i podlegająca negocjacjom oferta.

 

W powieści „Jest super!” twoje bohaterki przechodzą „szkołę życia”. Miała być wolność na stancji, a są toksyczni właściciele, miała być praca od zaraz, a tymczasem dziewczęta ciągle trafiają na propozycje akwizycji… Czy Twoja ksiązka ma być rodzajem ostrzeżenia dla młodych dziewczyn, które wchodzą w dorosłe życie?

 Raczej nie rodzajem ostrzeżenia. Podobało mi się to, że moje bohaterki miały odwagę same przekonać się, jak to naprawdę jest i przez cały czas swoją wyobraźnią i odwagą wypracowywały nowe sposoby na przetrwanie. Uważam, że każdy ma prawo do własnej drogi, chociażby komuś innemu wydawała się nieodpowiednia i niebezpieczna oraz prawo do popełniania błędów. Towarzyszy mi taka wiara w to, że jeśli pójdzie się własną drogą, to w końcu spadnie się na cztery łapy. A to wszystko, co spotkało nas po drodze złoży się na bezcenny zasób wiedzy i doświadczenia. Raczej bawiłam się, śmiałam z niektórych pomysłów moich bohaterek albo współczułam im niż próbowałam kogoś ostrzegać.

 

 Jak powstawały Twoje bohaterki? Czy podpatrywałaś znajome osoby, czy można w książce odnaleźć wątki Twojej biografii?

 W książce można znaleźć autobiograficzne wątki, ale akurat w ogóle nie w konstrukcji bohaterek. Sama nie wiem, skąd te dziewczyny się wzięły, bo kiedy zaglądam do wstępnych notatek, widzę, że zaplanowałam je zupełnie inaczej, wymyśliłam im inne cechy i historię. Ale w trakcie pisania coś takiego się dzieje, że nie wszystko idzie z góry ustalonym torem. Jeśli by upatrywać czegoś ode mnie w bohaterkach, to wydaje mi się, że Jagoda ma pewne cechy, które ja bym mieć chciała, na przykład odwagę, skłonność do ekscentrycznego stroju i talent wokalny. Ja uwielbiam śpiewać, ale to co wydobywa się z mojego gardła… no w każdym razie myślę o zapisaniu się na lekcje śpiewu.

 

Wspomniałaś, że urodziłaś bliźnięta, Czy więc Matylda, która wychowuje dwójkę maluchów jest Twoim alter ego?

 To też nie do końca tak. Obdarzyłam Matyldę bliźniętami, bo akurat interesował mnie problem matek i to, jak sobie radzą ze zderzeniem wyobrażeń na temat macierzyństwa z rzeczywistością. Chciałam dać jej prawo do przeżywania trudnych emocji z tym związanych i prawo do uzyskania pomocy od innych. Ale ta bohaterka to też nie ja. Myślę, że czasem wyczuwam w sobie jeden procent czegoś i tworząc bohatera rozdmuchuję to tak, by było tego znacznie więcej, pięćdziesiąt lub nawet sto procent.

 

Dlaczego zdecydowałaś się na napisanie powieści dla młodzieży? 

 Mam wrażenie, że łatwo mi się porozumiewać z młodymi ludźmi, że akceptuję ich i mogę pisać o sprawach dla nich ważnych. Czy rzeczywiście udało mi się napisać coś dla nich bliskiego – to się dopiero okaże. Poza tym lubię książki młodzieżowe. Zamiast sięgać po literaturę rozrywkową przeznaczoną dla czytelników w moim wieku, czytam po raz setny Musierowicz, serię o Teresce i Okrętce Chmielewskiej, Pana Samochodzika…, a także trochę bardziej współczesnych rzeczy.

 

Wymieniłaś kilka powieści, które na pewno są ikonami okresu dojrzewania naszego pokolenia. Czy pragnąc dotrzeć do współczesnej młodzieży sięgałaś po ich obecne ikony, takie jak na przykład wampirza saga Stephenie Meyer?... A może planujesz dla której swojej bohaterki stworzyć odpowiednika Edwarda Cullena, tyle, że w całkowicie ludzkiej postaci?

 Przeczytałam pierwszą część „Zmierzchu”, ale to nie jest książka, która trafiła w moje klimaty. Z książek bardziej współczesnych sięgam czasem do powieści Ewy Nowak (Bardzo podobała mi się „Bardzo biała wrona”, która zresztą otrzymała nagrodę Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY), z fantastyki podobała mi się seria „Felix, Net i Nika” Rafała Kosika oraz trylogia Suzanne Collins, która zaczęła się od „Igrzysk śmierci”.

 

O czym będą kolejne dwie części książki?

Druga część jest miłosna i wakacyjna, a trzecia… nie powstała nawet skończona pierwsza wersja utworu, więc na razie tylko tyle powiem, że mam nadzieję, że w ogóle będzie.

 

Czy masz już w planach następną powieść, a jeśli tak, to może zdradzisz nam, o czym będzie?

W moim notatniku zapisuję różne pomysły, ale które z nich przerodzą się w powieść – tego jeszcze nie wiem.

 

Bardzo jestem ciekawa tego notatnika. Myślę, że w przyszłości będziesz musiała go dobrze chronić.

Twoja pierwsza powieść jest już w księgarniach. Jak mówi wiersz dla dzieci: „Najpiękniejsze jest to, czego nie masz, na co czekasz i tęsknisz od lat…”. Czy w kilka tygodni po premierze książki czujesz się spełniona, jako osoba pisząca, czy może coś cię rozczarowało?

Cały czas przeżywam związany z tym wachlarz bardzo osobistych emocji.

 

 Jakich porad udzieliłabyś młodym osobom, które pragną zostać pisarzami?

No to jednak zdradzę – wszystko, co chcę na ten temat powiedzieć, powiem w trzeciej części J.

 

  A więc któraś z dziewcząt będzie chciała zostać pisarką? Zdradź, proszę, czy będzie to Jagoda?

Jagoda coraz śmielej poczyna sobie spełniając muzyczne pragnienia, a bohaterką części trzeciej uczyniłam osobę do tej pory drugoplanową – Anię.

 

 Nie mogę ominąć tego pytania :-) Czy jest jakaś książka, polska, bądź zagraniczna, którą z przyjemnością sygnowałabyś swoim nazwiskiem?

A to bardzo ciekawe pytanie. Oprócz tego, że piszę książki jestem też zapaloną czytelniczką, popadam w wielkie fascynacje literackie, ciągle poszukuję nowej strawy i hołubię różnych twórców, ostatnio są to głównie pisarki. Moje ostatnie największe odkrycia to „Piaskowa Góra” oraz „Chmurdalia” Joanny Bator, a także „Bękart ze Stambułu” Elif Safak. Bardzo podobała mi się też napisana przez Ciebie książka „Nikt nie widział, nikt nie słyszał”. Czy sygnowałabym je swoim nazwiskiem? Oczywiście, nie miałabym nic przeciwko aby napisać coś na miarę tych książek, ale cieszę się, że są osoby, które takie rzeczy piszą i nie są mną. Dzięki temu mogę przeżywać swoje fascynacje literackie, widzieć świat oczami innych i wyłapywać sprawy i zjawiska, które w innym przypadku mogłyby umknąć mojej uwadze.

 

 

Dziękuję za rozmowę,

I życzę  wydawniczych sukcesów.